Edyta & Przemek- Sesja na Maderze

Sesja na Maderze to zdecydowanie jedno z moich największych marzeń, marzenie które spełniło się dzięki cudownym zakochańcom Edycie i Przemkowi! Zanim zdecydowaliśmy się na plener na Maderze braliśmy pod uwagę…. Prawie wszystko łącznie z Marokańską pustynią!
Cieszę się, że trafiliśmy an tą niesamowitą wyspę z jednym z najtrudniejszych lotnisk świata lądowanie na nim robi ogromne wrażenie, a widoki zapierają dech w piersiach!

Plener na Maderze- Ponta de São Lourenço

Miejsce wybitne! Właśnie tam rozpoczęliśmy naszą przygodę z Maderą…. Pierwsza myśl- Ale tu wieje! Druga myśl… Ale tu cuuuuuddddniiiee! Trzecia myśl klify klify klify!!! Edyta z Przemkiem stworzeniu są do tworzenia historii fotograficznych, śmiali, uśmiechnięci z cudownymi oczami, które wiele mówią o nich samych! Uwielbiam kiedy tak wiele samo dzieje się, kiedy “miłosne automatyzmy” działają jak w szwajcarskim zegarku. Dzielni zakochańce nawet przez moment nie mieli dosyć kiedy walczyłem z dronem przy silnym wietrze czy jak ratowałem kapelusz lecący w przepaść. Po zakończeniu “walki” na klifie cierpliwie czekali na ostatnie zdjęcia w środku nocy… Ahhh jak sobie tylko przypomnę od razu gigantyczny banan na twarzy i za to gigantyczne ukłony dla Was! Pięknie rozpoczęta historia, która miała swoją kontynuację następnego dnia od wczesnych godzin porannych.

Pico Ruivo – wschód słońca

Po kilku godzinnym odpoczynku ruszyliśmy na wschód słońca na jeden z najwyższych szczytów Madery – Pico Ruivo! Byliśmy gotowi na spacer w chmurach, niestety pogoda delikatnie zniwelowała nasze plany, ale jak to mówi klasyk…. “I tak było zaje….” Chmurki był ciut dalej, ale ten klimat i te ostro słońce, które świetnie komponowało się z suchymi drzewami, idealne miejsce na kreatywne portrety i niesamowite ujęcia. Sesja na Maderze trwałą w najlepsze, a słońce coraz bardziej dawało się we znaki, także postanowiliśmy podładować delikatnie akumulatorki życiowe i ruszyć w dalszą przygodę na Maderze.

Vereda do Fanal & Naturalne Baseny

Po chilloucie i wspólnym obiedzie ruszyliśmy na ostatnią część naszej przygody na Maderze. I wtedy nastąpiła jedna z największych głupawek ever! Do tej pory mam niezły ubaw z podróży w kabriolecie- tony śmiechu z hasłem przewodnim – “na robocie” czy “masz to w Polsce” rozwalił system od środka na długoooo Epicki i niepowtarzalny czas okraszony mnóstwem pozytywnych sytuacji! Miejsca, które odwiedziliśmy były jak Madera…. Po prostu niesamowite! Robiący ogromne wrażenie park, którego nigdzie indziej nie znajdziecie, z niesamowitymi posągami przyrody. Tłuste WOW. Ostatnim miejscem, do którego dotarliśmy były naturalne baseny, baseny, które stworzyła matka natura. I tutaj dochodzimy do największego poświęcenia dla zdjęć.. Kąpiel w basenie w okropnie zimnej wodzie! Do tej pory zastanawiam się… Jak?! Sam na sobie przetestowałem wodę i była okropnie zimna. Po raz kolejny głębokie ukłony dla Was! Podziwiam!!!

ZAMKNIJ